Niespełna rok temu przesiadłem się z Windowsa na OS X i bardzo sobie chwalę tę decyzję. System operacyjny Apple’a spełnia swoje zadanie w 100% i nie chciałbym przesiadać się z powrotem na Windowsa. Na telefonie również pożegnałem system operacyjny Microsoftu na rzecz Androida. Pierwsze tygodnie po przesiadce byłem zachwycony zielonym robotem, niestety zachwyt dosyć szybko zmienił się w irytację. Nauczony, że telefon po prostu działa (pomijam tutaj kwestie aplikacji i ekosystemu), bardzo rozczarowałem się Androidem, który mimo mocnego sprzętu (LG G3) zaczął mulić i zawieszać się (co podobno jest domeną Windowsa).

Po kilku miesiącach użytkowania Androida, natknąłem się na szereg mniejszych lub większych problemów, które spowodowały, że przesiadłem się na iPhone’a. Z początku sądziłem, iż wspomniane problemy są wytworem mojej wyobraźni karmionej ukrytą niechęcią do Androida. Dlatego zacząłem rejestrować wszystkie potknięcia, które skutecznie uprzykrzały mi korzystanie z telefonu. Jak się okazało, nie była to moja wyobraźnia, a faktyczne problemy z systemem Google’a.

Co to za problemy? Lista jest całkiem pokaźna:

  • aktualizowanie aplikacji potrafi zamulić cały telefon
  • po aktualizacji, ikony niektórych aplikacji znikają z ekranu głównego
  • czasami po otwarciu poczty lub sms z poziomu powiadomienia i zamknięciu tej aplikacji, pojawia się błąd „aplikacja ekran główny zakończyła działanie”
  • jeśli średnio raz w tygodniu nie zrobię restartu telefonu, zaczyna on mulić, a aplikacje zachowują się niestabilnie
  • aplikacje pozostawione otwarte w tle, mają tendencję do resetowania swojego stanu (np. Facebook, Twitter, Firefox) i po powrocie do nich (nawet po kilku minutach), ich treść ładuje się od nowa
  • sklep z aplikacjami bardzo często informuje mnie, że dane w tle są wyłączone i się zamyka – dzieje się tak zarówno podczas korzystania z danych pakietowych, jak i WiFi. Co ciekawe, po wejściu w opcje, wysyłanie danych w tle cały czas jest oznaczone jako włączone
  • kilkukrotne wyszukiwanie w Google z poziomu dowolnej aplikacji powoduje, że wyświetlane są wyniki wyszukiwania dla poprzednio szukanej frazy
  • powiadomienia widmo – czasami otrzymuję powiadomienie dźwiękowe, za którym nie idzie żaden komunikat, ot Android odtworzył dźwięk powiadomienia bez powodu
  • od kilku miesięcy czekam na aktualizację do Androida 5.1
  • każda aplikacja wygląda inaczej. W innym miejscu są przyciski, ustawienia, powiadomienia, itd. Jednym słowem – bałagan.

Powyższe problemy skłoniły mnie do przesiadki na iPhone’a, który po kilku miesiącach użytkowania, sprawuje się co najmniej poprawnie.

Poza wyraźną różnicą w użytkowaniu obu mobilnych systemów, iPhone oferuje szereg udogodnień, które w połączeniu z OS X są niesamowicie przydatne. Bardzo przyjemnie korzysta się z Continuity, które pozwala na kontynuowanie pracy przerwanej na jednym urządzeniu, na drugim, które aktualnie mamy pod ręką – poczta, Safari, dokumenty, notatki, itd. Doskonale sprawdza się również opcja odbierania i wysyłania smsów oraz prowadzenia rozmów z poziomu komputera.
Jeśli dodamy to tego chmurę iCloud, która błyskawicznie pozwala synchronizować dane między urządzeniami, otrzymujemy ekosystem idealny do pracy. Jeśli miałbym na coś narzekać, to na dojenie użytkowników tego ekosystemu. Ceny niektórych aplikacji są śmiesznie zawyżone. Żeby nie było, dostrzegam też wady iOS, które również potrafią być irytujące, np. brak możliwości wyboru domyślnej aplikacji, czy nieco większe niż w przypadku Androida, zużycie danych pakietowych.

Mimo niewielkich niedociągnięć i drobnych problemów, iOS w moim przypadku spełnił swoje zadanie – jest to system, który po prostu działa. Telefon w końcu zachowuje się tak, jak się od niego oczekuje (podobnie jak Windows Phone), a na dodatek doskonale integruje się z OS X. Nie bez znaczenia jest tutaj rozwinięty ekosystem, którego tak bardzo mi brakowało w Windows Phone.