Kilka miesięcy temu zakupiliśmy z żoną bilety do Niemiec na grudzień. Podobnie jak przed rokiem, celem wyjazdu były niemieckie jarmarki bożonarodzeniowe (powoli staje się to naszą tradycją). Trzymając się tradycji, odwiedziliśmy Kolonię, Aachen oraz Monschau. Wino lało się szerokim strumieniem, a bratwurst był stałym elementem wycieczki.

Tegoroczny wyjazd pokrywa się z poprzednim, więc nie będę rozpisywał się na temat odwiedzonych miejscowości. Skupię się natomiast na atrakcjach jakie w tym roku przygotowały wspomniane miejscowości. W każdym z odwiedzonych miast jarmark przygotowany był z dbałością każdy, nawet najmniejszy, szczegół. Stoiska były ustawione w taki sposób, że nie blokowały przestrzeni miejskiej ani ruchu ulicznego. Każde z odwiedzonych przez nas stanowisk było pięknie ozdobione, a sprzedający swoje produkty (niejednokrotnie rękodzieła) uprzejmi i przyjaźnie usposobieni. Razem z żoną ubraliśmy obciachowe świąteczne sweterki oraz czapki wyglądające jak głowa misia polarnego, więc reakcje handlarzy były jeszcze bardziej przyjazne. Innych turystów również.

Mijane przez nas kramy oferowały szereg ciekawych przedmiotów – od rękodzieła (bombki, rzeźby, wyroby ze skóry, świece woskowe) przez niemieckie przysmaki takie jak flammkuchen czy bratwurst oraz pierniki i wyroby czekoladowe na szerokim wachlarzu alkoholi kończąc. Skłamałbym gdybym napisał, że nie skorzystaliśmy z okazji spróbowania różnych alkoholowych przysmaków. Motywem przewodnim było grzane wino (glühwein) w różnych odmianach (porzeczkowe, jabłkowe, wiśniowe) i kolorach (białe i czerwone) oraz z dodatkiem owoców. Jako dodatek do wina często stosowaliśmy wkładkę w postaci rumu lub amaretto. Tutejsze grzane wino jest pełne aromatu dodawanych do niego ziół oraz słodyczy karmelu, który powoli się wytapia z płonącej kostki cukru oblanej rumem. Taki napój jest idealny na zimowe wieczory. Oprócz wspomnianego grzanego wina, smakowaliśmy takie przysmaki jak ajerkoniak (eierpunsch) w różnych odmianach oraz likiery przygotowane na bazie śmietany, musztardy czy trufli. Oczywiście każdy z serwowanych alkoholi podawany jest na ciepło.

Jeśli zima wam nie straszna i lubicie od czasu do czasu rozgrzewać się przepysznym grzańcem i zajadać się niezdrowym jedzeniem na mrozie (w tym roku akurat mrozu nie było), to wyprawa na niemieckie jarmarki bożonarodzeniowe jest czymś, co powinniście zrobić. Na szczęście bilety do Niemiec nie są drogie i weekendowy wypad na grzańca można zamknąć w cenie kilkuset złotych na osobę.