Z Włochami zawsze będą mi się kojarzyć się dwa najważniejsze dni w moim życiu – zaręczyny w romantycznym Rzymie oraz ślub w malowniczej Toskanii. Dlatego też nie zastanawiałem się zbyt długo, gdy przyszedł czas na zaplanowanie wycieczki z okazji rocznicy ślubu. Wybór padł na Neapol, a raczej na okoliczne małe, urokliwe miejscowości.

Neapol

Zanim jednak wybraliśmy się na wycieczki po okolicznych miejscowościach, mieliśmy wątpliwą przyjemność zwiedzić centrum Neapolu. Dlaczego wątpliwą? Ponieważ miasto (przynajmniej centrum, które małe nie jest) można określić jednym słowem – śmietnik. Przygoda na śmietnisku zaczęła się już w momencie podróży z lotniska miejskim autobusem, który po prostu był zasyfiały. Brudne, poplamione siedzenia oraz drobne śmieci zdobiące podłogę (stare bilety, papierki, puste opakowania).

W centrum miasta nie było wcale lepiej. Ulice zastawione straganami z chińszczyzną, ludzie załatwiający swoje potrzeby między zaparkowanymi samochodami, śmieci dosłownie wylewające się z kontenerów, które swoją drogą stały na środku chodnika oraz morze ludzi, którzy wywalają każdy rodzaj śmieci na ulicę. Normalnością tutaj był widok, że osoba wyrzuca śmieci (i wcale nie były do małe drobiazgi) obok siebie. Nawet dobrze ubrani ludzie, spieszący się do restauracji czy kina, papiery zamiast do kosza wywalali na chodnik. Tragedia.

Wezuwiusz

Na szczęście przyjechaliśmy nie do Neapolu, a do okolicznych atrakcji, więc cały ten bałagan nas ominął. Pierwszy na naszej liście był Wezuwiusz. Do wulkanu mieliśmy dwa podejścia. Za pierwszym razem zostaliśmy poinformowani, że z powodu zbyt dużego wiatru, nie można wjechać na górę. Z początku wydało się nam to dziwne, ponieważ pogoda była doskonała. Za drugim podejściem okazało się, że nawet podczas dobrej pogody, na szczycie wieje bardzo mocny wiatr.

Na Wezuwiusza można dostać się autokarem, który zawozi nas na 2/3 wysokości. Ostatnie 500 metrów wchodzi się pieszo, co dla osób nieprzyzwyczajonych do górskich wypraw może być nie lada wyzwaniem. Bardzo ważne  jest aby zabrać odpowiednie buty oraz ciepłe ubranie. Mimo słonecznej pogody, wiatr potrafi nieźle wychłodzić. Wspomniany autokar to koszt 10 euro za podróż w dwie strony. Do tego dochodzi kolejne 10 euro za możliwość wejścia na szczyt.

Naturalnym wyborem wydaje się być połączenie wejścia na Wezuwiusza z odwiedzinami w Pompejach. Ten fragment wycieczki sobie odpuściliśmy, ponieważ większość przedmiotów odkopanych w ruinach miasta została przeniesiona do muzeum, a oglądanie ruin nigdy mnie nie pociągało.

Sorrento

Kolejnym przystankiem w naszej wyprawie w okolice Neapolu, było Sorrento. Jest to piękna miejscowość położona nad Zatoką Neapolitańską, naprzeciwko Wezuwiusza.

Na miejscu zdecydowaliśmy się na zwiedzanie okolicznych wzgórz, słynących z licznych winnic i gajów oliwnych. Podobnie jak w przypadku Wezuwiusza, niezbędne są wygodne buty oraz ciepłe ubranie. Ponieważ większość wzgórz zajęta jest przez prywatne posesje, warto zabrać ze sobą zapas wody oraz jedzenia. Niełatwo jest kupić coś do picia i jedzenia na trasie.

Ischia

Ostatnim punktem na naszej liście była wulkaniczna wyspa Ischia. Wyspa słynie przede wszystkim z term. Niestety cena wypoczynku w termach do najniższych nie należy, dlatego też zdecydowaliśmy się na wspinaczkę na szczyt góry Epomeo (niecałe 800 m n.p.m.). Widok ze szczytu wynagrodził trudy wspinaczki, która była o wiele bardziej wymagająca niż w przypadku Wezuwiusza. Ze szczytu widać okoliczne miejscowości, a na horyzoncie majaczą inne wyspy. Pogoda tego dnia była wyjątkowo dobra, dzięki czemu widoczność była doskonała.

 

Na koniec wyprawy wybraliśmy się wygrzać stare kości w morzu ogrzewanym ciepłem wulkanu. Woda osiągała temperaturę w granicach 40 °C. W małych oczkach wodnych woda miała jeszcze większą temperaturę. Na tyle wysoką, że byliśmy w stanie ugotować ziemniaki. Wprawdzie gotowały się około dwóch godzin, ale przynajmniej mieliśmy czas na wylegiwanie się w gorącej wodzie. Na wyspę dostaniemy się promem odpływającym z Neapolu. Koszt zamyka się w cenie 12 euro na osobę w jedną stronę.

Słowo o Włochach

Stereotypy o Włochach mówią, że są leniwi i niechlujni. O ile staram się nie ulegać stereotypom, tak w tym przypadku jest to prawda. O niechlujstwie napisałem we wstępie. Słowo o lenistwie (a dokładniej o tym, że Włochom nigdy się nie spieszy). Pierwszy przykład to rzeźnik pracujący w sklepie podobnym do naszych marketów. Złożyliśmy zamówienie na szynkę, którą trzeba było wykroić z większego kawałka. W połowie pracy, rzeźnik otrzymał sms, którego przeczytał i odpisał na niego, kompletne olewając swoją pracę. Drugi przykład to pracownik baru, który po przyjęciu zamówienia, zamiast się nim zająć, zaczął bawić się z dzieckiem swojej znajomej. Przykłady można mnożyć, ponieważ każdego dnia spotykaliśmy się ze stereotypowymi Włochami (i to nie tylko podczas tej wycieczki do Włoch).

Kolejną rzeczą na jaką należy być przygotowanym podczas podróży do Włoch, to fakt, że prawie nikt nie mówi tam po angielsku. O ile w drogich hotelach i restauracjach porozmawiamy po angielsku, tak w przypadku tańszych ich odpowiednikach, sklepach, w kasach biletowych, itp. możemy mówić równie dobrze do polsku.

Podsumowanie

Włochy są pięknym krajem do zwiedzania praktycznie przez cały rok. Malownicze miasteczka, przepyszne jedzenie, bardzo dobre wino oraz atrakcje dla każdego (od sportów zimowych, przez wycieczki górskie, na plażowaniu kończąc). Jeśli nie przeszkadza wam natura Włochów i znacie chociaż podstawy języka włoskiego, będzie to doskonałe miejsce na urlop.