W systemie rezerwacyjnym Wizz Air oraz w serwisach wyszukujących tanie loty, dosyć często można natrafić na bardzo tani lot do Groningen. Wcześniej nie słyszałem o tym mieście, więc nie przywiązywałem zbytniej uwagi do pojawiających się promocji. W końcu jednak złamałem się i kupiłem bilety na przedłużony (piątek – poniedziałek) weekend.

Zaopatrzony w bilety sprawdziłem informacje na temat miasta i według znalezionych informacji, zakup wydawał się być trafioną inwestycją. Groningen słynie z renomowanego uniwersytetu oraz studenckiej atmosfery jaka panuje w mieście. Do tego jest bardzo zadbanym miastem, a w jego centrum często można natknąć się na mini park rozrywki.

Tyle teoria. W praktyce okazało się, że miasto, mimo iż bardzo ładne i zadbane, jest najnormalniej w świecie nudne. Liczne tętniące życiem restauracje i bary były obok parku rozrywki najbardziej rzucającymi się w oczy atrakcjami. Okazało się, że przez cały weekend najciekawszą atrakcją była wizyta w pobliskiej placówce opiekującej się fokami. Podejrzewam, że na moją ocenę wpływ miała tragiczna pogoda. Przez cały czas wiał zimny wiatr, czasami wspomagany drobnym deszczem. Kto by pomyślał, że w połowie maja pogoda będzie jesienna.

Mimo wszystko, wizyta w Groningen była udana, głównie za sprawą spotkanego przypadkiem właściciela restauracji, którą odwiedziliśmy na koniec naszej wizyty. Okazało się, że w przeszłości pracował na stanowisku kierowniczym w międzynarodowej korporacji. W związku z tym jeździł po całym świecie i wdrażał nowe produkty w klientów, aż trafił na Słowację, gdzie stwierdził, że ma już dosyć. Wrócił do Groningen i otworzył restaurację, ponieważ gotowanie od dawna było jego pasją. Na koniec rozmowy stwierdził, że żałuje iż tak późno się na to zdecydował, co dało mi dużo do myślenia – nie ma co odkładać swoich marzeń na później. Trzeba je realizować tu i teraz. Inaczej pozostaną tylko marzeniami.