Od wczoraj wszystkie mniej i bardziej techniczne media rozpływają się nad faktem uruchomienia Spotify w Polsce. Przyznam szczerze, że do tematu płacenia za streaming muzyki podchodziłem jak pies do jeża, a swoją kolekcję muzyczną powiększam najczęściej kupując oldschoolowe CD lub szukając okazji w takich serwisach jak musicrage.org.

Jedyny mój kontakt ze streamingiem muzyki polegał na korzystaniu z serwisu grooveshark.com, który mimo wielu niezaprzeczalnych zalet, w wersji darmowej nie jest zbyt wygodny. Dlatego na fali publicznego zainteresowania Spotify postanowiłem sprawdzić z czym to się je i zarejestrowałem się w tym serwisie.

Pierwsze wrażenia – mieszane. Niby baza muzyki jest ogromna, ale nie wszystko udało mi się znaleźć. Co ciekawe znalazłem dużo niszowej muzyki oraz starych albumów, o których dawno już zapomniałem, a nie udało mi się odnaleźć najnowszych krążków ulubionych zespołów. Jak się później okazało, niektóre stare albumy dostępne są tylko w wersji zremasterowanej, co czasami psuje klimat całej płyty.
In plus można zaliczyć desktopowego playera, który mimo kilku niedociągnięć (siła przyzwyczajeń) wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Przede mną jeszcze testy aplikacji na Windows Phone, która niestety jest dostępna tylko na WP8. Telefon z tym systemem sprawię sobie dopiero w okolicach kwietnia, więc na chwilę obecną pozostaje mi jedynie możliwość słuchania muzyki na komputerze.

Dwa dni później doszedłem do wniosku, że to jednak jest to. Spotify spodobał mi się na tyle, że zdecydowałem się na wykupienie konta premium z możliwością słuchania muzyki offline (jeszcze tego nie przetestowałem). Opłata miesięczna nie jest wysoka, a możliwość słuchania we wspomnianym trybie offline pozwoli cieszyć się muzyką nawet wtedy, gdy radosny operator koparki w przypływie ułańskiej fantazji wykopie światłowód. Czy Spotify jest warty swojej ceny okaże się za kilka miesięcy.