Przesiadkę na Windows 8 planowałem dopiero na wiosnę. W związku z tym nie śledziłem zbyt dokładnie “wielkich recenzji”, filmików z serii “how to”, ani for dyskusyjnych z opisem ewentualnych problemów. Niestety pudło wyzionęło ducha i zamiast bawić się w informatyka złotą rączkę, postanowiłem skoczyć na głęboką wodę i zaopatrzyłem się w nowy sprzęt z Windows 8. Co z tego wynikło opiszę w tym i kilku kolejnych tekstach.

Nie będę ukrywał, iż do opisania przygód z Windows 8 zainspirował mnie blog Programisty życie (nie)codzienne, na którym znajdziecie podobną serię wpisów.

Kupując nowy sprzęt, należy liczyć się z masą zainstalowanego crapware’u, który nie robi nic innego jak zamulanie i zajmowanie miejsca. Dlatego właśnie pierwszą rzeczą jaką zrobiłem, było przeinstalowanie systemu. W przeciwieństwie do poprzednich wersji systemu, niepotrzebny był format oraz wpisywanie klucza produktu, który jak zawsze, gdzieś się zapodział w najmniej oczekiwanym momencie. W Windows 8 wystarczyło kilka kliknięć i jakieś pół godziny. Podczas instalacji systemu zostałem zapytany o konto Live (Hotmail/Outlook), język systemu oraz kompozycję kolorów. Do tego jeden restart i wszystko było gotowe.

Po pierwszym uruchomieniu systemu dostajemy komputer gotowy do pracy z zainstalowaną przeglądarką, odtwarzaczem filmów i muzyki, Skype oraz kilkoma mniej lub bardziej potrzebnymi aplikacjami. Dla przeciętnego użytkownika komputera taki zestaw w zupełności wystarczy. Zwłaszcza, że wszystkie aplikacje zostały już skonfigurowane i nie musimy robić z nimi nic więcej. Jeśli dodamy do tego konto Live, na które logowaliśmy się podczas instalacji systemu, to otrzymamy uzupełniony kalendarz, kontakty (te same co w telefonie WP7), powiadomienia z sieci społecznościowych (Live oraz Facebook) zintegrowany czat Facebooka oraz dostęp do danych przechowywanych w usłudze SkyDrive.

Pewną barierą okazał się Modern UI oraz kilka drobnych zmian, które spowodowały, że odruchowo wykonywane czynności nie przynosiły efektu. Dobrym przykładem będzie tutaj słynny przycisk Start, który teraz zmienił się w kafelki. Kolejną rzeczą, do której trzeba się przyzwyczaić to aplikacje w trybie Modern UI. Nie posiadają one przycisku “zamknij” i po ich “wyłączeniu” (lub przełączeniu na inną), działają w tle, o czym typowy Kowalski może nie wiedzieć. Z jednej strony to dobrze, ponieważ taka aplikacja uruchamia się błyskawicznie i zawsze posiada aktualne dane, z drugiej odpowiednio duża ilość uruchomionych aplikacji może wpłynąć na wydajność systemu (nie zauważyłem tego u siebie).

Po dokonaniu przeglądu systemu, pogrzebaniu w Panelu sterowania i zabawie z ustawieniami, zabrałem się za instalację brakujących aplikacji. Było z tym sporo przygód (łącznie z BSOD – dwa razy), ale o tym napiszę kolejnym razem.