Jednym z moich ulubionych pisarzy jest Stephen King. Kilkanaście lat temu pochłaniałem jego książki jak osoba o zdrowej wadze pączki i mimo iż nie udało mi się przebrnąć przez Lśnienie (podobno powstaje druga część), a do To podchodziłem dwa razy, uważam Kinga za jednego z lepszych autorów “grozy”. Dlaczego cudzysłów? Ponieważ ostatnie książki jakie wyszły spod jego pióra, mimo iż niepokojące, mocno odstają od tych, które czytałem jako nastolatek (albo tak się zestarzałem, że to co kiedyś wydawało się straszne, dzisiaj po prostu jest nieco mocniejszą rozrywką). Poprzednia cegła (inaczej nie da się tego nazwać) jego autorstwa – Pod kopułą, mimo ciekawego pomysłu, nie przypadła mi do gustu, a ostatnie sto stron okazało się być bardziej niż kiepskie. Z tego właśnie powodu wahałem się przed zakupem najnowszej cegły – Dallas ‘63.

Książka jest ogromna – prawie 900 stron (Pod kopułą była nieco grubsza) i z pewnością dałoby się nią spacyfikować kota lub małego psa. Niemniej zabrałem się za lekturę i już od pierwszych stron wiedziałem, że jest to pozycja warta uwagi. Pomijając “magiczne schody do podróży w czasie” (nie martwcie się, pojawiają się na samym początku, więc nie zepsułem wam fabuły), książka jest, co tu dużo mówić, rewelacyjna. Nie zagłębiając się w szczegóły, główny bohater, nauczyciel angielskiego, cofa się w czasie do końca lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku i opowiada o świecie jaki dawno przeminął. Oczami bohatera widzimy świat, w którym segregacja rasowa to coś więcej niż niewybredne żarty, świat, w którym ludzie znają swoich sąsiadów i nie zamykają drzwi na noc, świat, w którym znalezienie interesującej nas informacji to coś więcej niż uruchomienie przeglądarki internetowej i wpisanie w Google (które pojawia się jako Wielki Brat dwudziestego pierwszego wieku) szukanej frazy. Pojawia się również odwołanie do wspomnianej książki To. Główny bohater spotyka parę nastolatków, które dzielnie walczyły z Pennywise oraz dowiaduje się, że kilka lat wcześniej w mieście, które właśnie odwiedza, grasował klown atakujący dzieci.

A skąd ten tytuł? Osoby znające, nawet pobieżnie, historię Stanów Zjednoczonych, skojarzą datę oraz miejsce z jednym z najważniejszych w historii świata wydarzeń – zabójstwem JFK. Nie chcę wam psuć zabawy, więc nie będę opisywał jak się mają losy głównego bohatera do tego zamachu. Sami będzie musieli się o tym przekonać.

Czy warto przeczytać Dallas ‘63? To zależy. Jeśli Ręka mistrza, w której opis przygotowywania kolacji przez bohatera zajmował kilka stron, nie była wam straszna, a Ameryka końca lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku wam się podoba, to książka jest warta uwagi. Od razu uprzedzę, że nie jest to kolejna teoria spiskowa, ani wartki kryminał. Momentami jest to ckliwy dramat, dramat człowieka, który musi wybrać między swoim szczęściem, a dobrem ogółu. Jednak mimo wszystko, książka bardzo mi się podobała i czas poświęcony na jej przeczytanie nie był czasem straconym.