Każdy programista ma na swoim sumieniu jakieś grzechy. I nie chodzi mi tutaj o grzechy wymyślone przez jakąkolwiek religię. Mam na myśli grzechy popełniane w trakcie procesu wytwarzania oprogramowania. Niestety wielu z nas nie jest w stanie ich dostrzec, a jeszcze mniej potrafi się do nich przyznać. Do głównych grzechów programistów należą:

  1. Przekonanie o swojej wielkości.
    Każdy programista marzy o wielkiej sławie ludzi takich jak Gates, Page, czy Zuckerberg. Tylko niewielu z nas jest w stanie osiągnąć takie wyżyny intelektu, by móc stworzyć coś przełomowego, co otworzy bramy panteonu IT. Cała reszta to mniej lub bardzie zdolni wyrobnicy, którzy po prostu klepią kod. Czasami w głowie takiego wyrobnika rodzi się myśl, że jest lepszy niż reszta i zaczyna zachowywać się jak pan na włościach – gwiazdorzy, przechwala się swoimi “podbojami”, wyrywa panienki na kompilator. Zdolności takiej gwiazdy są odwrotnie proporcjonalne do poziomu przekonania o swojej wielkości.
  2. Przekonanie o “niezastępowalności”.
    Jeśli osoba myśli, że jest niezastąpiona, jest na najlepszej drodze do straty piastowanego stanowiska. “Niezastępowalniowiec” uważa, że nie można go ruszyć, ponieważ nikt inny sobie nie poradzi z tym co zrobił. Przez to tworzy coraz gorszy kod lub nie tworzy go wcale.
  3. Maniera wykładowcy.
    Programista wykładowca jest osobą, która zawsze wszystko “wykłada”. Zanim przejdzie do sedna, opowie całą genezę danego problemu, zacznie pouczać innych, że nie mają racji, a na koniec i tak nie powie nic sensownego. Prawdopodobnie większość słuchaczy zaśnie w połowie wykładu.
  4. “Ja wiem lepiej”.
    Nie ma nic gorszego, niż nie słuchanie rad starszych stażem i bardziej doświadczonych programistów. Na słowa “napisz to w ten sposób”, programista z dysfunkcją “ja wiem lepiej”, napisze kod na swój pokręcony sposób, zmarnuje kilka dni, by dopasować go do już istniejącego kodu, a na koniec okaże się, że całą aplikacja stała się bardziej awaryjna.
  5. Klapki na oczach.
    Klapki to bardzo denerwująca rzecz. Zwłaszcza dla współpracowników. Nie ma nic złego w posiadaniu własnego zdania. Jednak trzymanie się go kurczowo, nawet w sytuacji, gdy nie mamy racji i zostało to udowodnione przez wiele osób, to już zdecydowanie przesada. Najczęściej widać to podczas słynnych wojen Windows vs Linux. Programiści z klapkami na oczach rozsiewają plotki, które miały racje bytu 10 lat temu i nie mają najmniejszej nawet ochoty na ich zweryfikowanie.
  6. Brak życia prywatnego.
    Czasami trzeba wyjść na świeże powietrze, porozmawiać analogowo, przeczytać książkę, która z komputerami nie ma nic wspólnego. Ktoś kto z tego świadomie rezygnuje popełnia najcięższy z grzechów. Ograniczanie się do kilku setek/tysięcy znajomych na NK, czy Facebook powinno być nominowane do nagród Darwina.

Najważniejsze na drodze do poprawy, jest zdanie sobie sprawy z tego, że popełniamy grzechy. Wiedza ta jest pierwszym krokiem do poprawy i początkiem pokuty.