Do napisania tego tekstu oraz do założenia serii “Życie codzienne” skłoniły mnie dwa wydarzenia. Pierwsze, negatywne, którego bohaterem w najgorszym znaczeniu tego słowa jest Poczta Polska (PP), zostanie opisane poniżej. Drugie, pozytywne, opiszę niedługo.

“Życie codzienne” ma na celu piętnowanie skandalicznych zachowań i praktyk, w które jestem mniej lub bardziej zaangażowany. Aby seria ta nie była jednym wielkim negatywem, będę również opisywał pozytywne aspekty życia codziennego.

Wracając do PP. 25.01.2010 wysłany został list z Łodzi do Gdyni (potwierdziłem to telefonicznie). List ten znajduje się w kopercie oznaczonej logo banku oraz zawiera informację o tym, że opłata została pobrana. Oczywiście zawiera poprawny adres odbiorcy, ponieważ poprzednie listy z banku, również po skandalicznie długim czasie, przychodziły. Tym razem jednak, cierpliwość mi się skończyła.

Dzisiaj jest 05.02.2010 i listu nadal nie ma. Jako roztropna osoba, kilka dni temu ponownie zamówiłem rzeczony list, tym razem wysłany przesyłką poleconą. Wracając do tematu. Jak to jest możliwe, że jedyny operator pocztowy na rynku zachowuje się w tak skandaliczny sposób? Rozumiem, że życzenia świąteczne mogą przyjść po świętach, a pocztówka z wakacji w październiku, ale dwa tygodnie na przesłanie pisma bankowego z Łodzi do Gdyni, to już kpina.

Ponadto zauważyłem (w dwóch różnych lokalizacjach – centrum i obrzeża miasta), że listonosze są na tyle leniwi, że zbierają listy i przynoszą hurtem, ponieważ nie chce im się fatygować dla jednej koperty. Nie raz dostawałem list z informacją o terminie płatności (np rachunek za telefon) w przeszłości, ponieważ przesyłka została przetrzymana.

Nauczony doświadczeniem, postanowiłem przestać korzystać z usług PP. Od teraz będę korzystał tylko i wyłącznie z usług kurierów oraz konkurencyjnych firm.

Mam nadzieję, że jak tylko rynek pocztowy zostanie otwarty dla wszystkich firm, Poczta Polska szybko upadnie. Molochy, stosujące takie praktyki, powinny zostać tam gdzie ich miejsce – w PRL.